piątek, 17 października 2014

Wszystko ma swój początek.

Prolog



- To już cztery lata – mruknął Jongdae, który siedział na skórzanej kanapie w malutkim mieszkaniu Luhana. – Wydaję mi się, że ciągle słyszę tę melodię, którą zawsze grał.
- To było „Do Elizy”, gamoniu – Chanyeol dźgnął go delikatnie w ramię, brunet jedynie próbował bronić się poduszką, głośno przy tym się śmiejąc. – Wielki absolwent kierunku muzycznego.
- Xiumin nigdy nie liczył w latach – odparł Luhan wychodząc z kuchni. W dłoniach niósł zimne piwa, które miały orzeźwić ich w dzisiejszy, majowy wieczór. – Wszystko liczył w dniach, ewentualnie w miesiącach – uśmiechnął się delikatnie. - To już 1460 dzień.
- Ile rzeczy by się nie zdarzyło, gdyby nie on. Myślę, że zdecydowanie nie byłbym z tym gigantem – Baekhyun zaśmiał się, ukradkiem spoglądając na swojego chłopaka. – Yixing... chcesz żyletkę?
 Wzrok każdego powędrował w stronę chłopaka. Jego niedbałe, bordowe kosmyki zsuwały się do oczu, lecz nie zwracał na to zbytniej uwagi. Sunął swoimi smukłymi palcami po metalowych strunach, zmieniając powoli chwyty, tworząc przy tym melancholijną aurę.
- Jestem w emocjonalnym dole, bo znając zdolności Kyungsoo  w obecności Kaia, to szybko się nie doczekamy tego kurczaka – westchnął jedynie, po raz kolejny zmieniając chwyt. – Więc daj mi spokój i daj mi się rozkoszować moją depresją.
Luhan jedynie zaśmiał się pod nosem. Uwielbiał takie chwile, gdy wszystko wracało do normy. Lubił jak każde z nich przy natłoku zajęć, pracy i braku czasu, znajdowali lukę w sobotnie wieczory i powracali do czasów studenckich.  Pomimo, że minęło sześć lat od rozpoczęcia nauki na uniwersytecie to wbrew pozorom, każde z nich było tak samo walnięte, jak za czasów studiów i wiecznej swobody.
- Hej – odparł Baek, który kucał przy albumie ze zdjęciami. W dłoni trzymał jedną fotografię, lecz Luhan nie przypominał sobie, by ją tam kiedykolwiek chował. Zmrużył oczy i podszedł do swojego przyjaciela. Kucnął koło niego i zaśmiał się pod nosem, widząc zdjęcie. – Kiedy to zdjęcie było zrobione? Nie pamiętam tego w ogóle.
- To był nasz wspólny pierwszy dzień lata... - Odparł Luhan wesoło, wciąż mając wzrok wbity w fotografię. -  Pojechaliśmy wtedy nad morze samochodem – pogładził delikatnie fakturę zdjęcia.
Tak właśnie w samotności go sobie wyobrażał. Szczęśliwego, uśmiechniętego szeroko oraz umorusanego lodem czekoladowym. Jego kosmyki pod słońce przybierały przyjemną, miedzianą barwę, a duże źrenice jak zawsze ciekawsko wypatrywały każdego szczegółu. W jego wspomnieniach nie chciał przypominać swojego bólu, które każde z nich musiało przejść by ich miłość przetrwała.
 Żadne z nich nie miało wtedy pojęcia, że była to miłość. Według nich, było to zakochanie. Byli ślepi na swoje uczucia i dopiero po czterech latach Luhan mógł zauważyć, co tak naprawdę znaczyło ich uczucie. Wpatrując się w swoją postać, która prezentowała się na zdjęciu, uśmiechnął się delikatnie. Spojrzenie, którym ofiarował Minseoka nie było niczym innym, jak miłością. Wpatrywał się w niego, jakby nic poza nim nie miało znaczenia. Jakby był centrum wszechświata, który Luhan miał możliwość bezgranicznie wielbić. Zawsze troszczył się o niego i pragnął dla niego najlepiej. Czy gdyby było to jedynie młodzieńcze zauroczenie, bądź zakochanie, to byłby przez tyle czasu w żałobie i codziennie odwiedzał go na cmentarzu? Śpiewałby mu ich ulubioną piosenkę Bryana Adamsa „Heaven”? Prawdopodobnie nie.
- Zrobiło się bardziej smutniej niż się spodziewałem – jego rozmyślania przerwał Lay. – Wiecie co mnie zadziwia?
 - Że nadal z tobą wytrzymujemy?- Zagadnął Jongdae. – Mnie też, no popatrz!- Zaśmiał się głośno, spoglądając na swojego przyjaciela, który trzymając w żelaznym odcinku szyjkę gitary, wpatrywał się w niego wzrokiem zabójcy.
- To... -  Zignorował komentarz Chena i kontynuował dalej swoją myśl. Luhan z uśmiechem podszedł i przytulił go czule od tyłu, łapiąc go za jego smukłe ramiona, by go uspokoić. Zawsze ponosiło go, gdy nie mógł czegoś dokończyć, lub ktoś zbyt często go obrażał. Jongdae robił to często, lecz Yixing kontrolował to, bo każdy doskonale wiedział, że tak właśnie okazywał swoją miłość. Więc, gdy ktokolwiek był w pobliżu Lay’a, który ma zaraz wybuchnąć, przytulał się do niego i szeptał uspakajające słówka. – To, że choć minęło tyle lat od momentu, gdy Kai skręcił sobie  biodro to Kyungsoo dalej z nim mieszka, choć miał to spać tam tylko tydzień – uśmiechnął się. - A te pocałunki? Jakie pocałunki? To tylko zbieranie okruszków z warg Kaia – klęknął na ziemi i zaczął przedrzeźniać Do.
Każde z nich zaśmiało się głośno, widząc tę karykaturę. Nagle Jongdae podniósł się z kanapy i stanął przed Yixingiem, układając usta w dziubek i cmokając nimi.
- Znowu zjadłem zbożową bułkę, zabierz te okruszki! - Pisnął.  
- Zabawne! – Kai krzyknął z kuchni, wychylając swoją głowę za próg kuchni. - Możecie pożegnać się z tym kurczakiem, idioci – mruknął, próbując groźnie gestykulować palcem.
 - Pamiętaj kto tu jest wyższy! - Yeol wstał z kanapy, i próbując udawać groźny chód, szedł w stronę Jongina, który nadal stał dumnie w progu kuchni.
 Lecz nagle Baekhyun poszedł za nim i załapał go za rękę, ciągnąc delikatnie w swoją stronę. Chanyeol spuścił delikatnie głowę by móc przyjrzeć się swojemu chłopakowi. Luhan rozejrzał się dookoła i sam uśmiechnął się pod nosem, widząc delikatne uniesienie kącików ust u przyjaciół. Ich różnica wzrostu zawsze sprawiała, że każdemu, niezależnie czy ktoś ich znał czy nie, usta mimowolnie układały się w czuły uśmiech, a w sercu robiło się znacznie cieplej.
- Kochanie, daruj sobie. – zaśmiał się pod nosem poprawiając jego koszulkę, która delikatnie się wykręciła. – Daj im pozdejmować z siebie okruszki.
 Jednak Luhan najbardziej lubił na nich spoglądać. Wraz z jego związkiem, kwitł ich. Pomimo wielu różnic i przeciwieństw charakteru, to cała czwórka była do siebie podobna. Może dlatego złączyła ich tak ciasna więź, która pozwoliła Luhanowi przetrwać pierwszy rok odejścia swojego chłopaka? Mógł uznać ten widok za krzywe zwierciadło, które przedstawiało go z Xiuminem. Jednak jedyne co pozostało mu nim to fotografie. Ulotne chwile, które zostały złapane w obiektyw kamery i zachowane na wieczność. Choć dzięki fotografiom, pamiętał jedynie dobre chwile. Nikt nie wyciąga aparatu, gdy w powietrzu wisi ból i cierpienie. Taka logiką kierowali się ludzie. Ze zdjęć pamięta się jedynie tylko te dobre wspomnienia, za co Luhan był wdzięczny, ponieważ nie chciał zapamiętać momentów, gdy z powodu narastającego bólu w podbrzuszu, musiał trzymać Minseoka za rękę, by nie upadł.
- Jak to jest, że taki gigant ulega skrzatowi? - Zaśmiał się Jongdae. – To w sumie urocze, ale... Baekhyun używa eyelinera. To on jest w tym związku dziewczyną – zagadnął.
- Przynajmniej umiem to robić, wielbłądzie - dźgnął delikatnie Chena w żebra siadając mu na kolanach i gilgocząc go pod pachami co sprawiło, że w całym pomieszczeniu po raz kolejny rozniósł się donośny śmiech bruneta.
 Luhan zawtórował śmiechem. Każde z nich zachowywało się jak co najmniej dwunastolatek, ale nikomu to nie przeszkadzało. To był ich styl życia i aura, którą potrafili oczarować każdego, gdy zbierali się w pełnym składzie. Wygłupiali się, sprzeczali, obrażali siebie nawzajem, płakali, śmiali się. Jednak w tym wszystkim tkwiła braterska miłość i wsparcie. Zapewne, gdyby nie ta banda wariatów, żadne z nich nie przetrwałoby śmierci Xiumina w odpowiedni sposób. Każdy z nich wewnętrznie przeżywał jego odejście, ponieważ każdy z nich był zupełnie inny. Pomimo, że tworzyli idealne części układanki, które tworzyły harmonijną całość to każdy puzzel był odmienny.
 Odchylił lekko głowę by spojrzeć na Lay’a i delikatnie zaśmiał się, gdy zauważył jego zmarszczone brwi i zdezorientowany wzrok, który błądził pomiędzy nimi, by móc dowiedzieć się z czego pozostali się śmieją.
Yixing był osobą melancholijną, zdecydowanie. Dość pogmatwaną i ciężką do rozgryzienia, lecz znając go lepiej można było czytać z niego emocje, jak z otwartej księgi. Jest niesamowicie skromny, co zawsze przypominają sobie, gdy wracają do dnia w którym Xiumin nie mógł rozgryźć jednego przejścia nutowego w utworze, który aktualnie ćwiczył. Wszyscy siedzieli wtedy w audytorium i grali w 007 Bang! rozpraszając Xiumina. Gdy w pewnym momencie opuścił on bezwładnie ręce, wszyscy nagle wyprostowali się niczym struny by móc rozgryźć co się stało. Po tym, jak Minseok wytłumaczył swój problem, Yixing wstał i uśmiechnął się do niego, przyjaźnie tłumacząc jakie robił błędy. Czytał nuty niczym najprostszą książkę. Wiódł po fakturze zapisu nutowego z zawrotną prędkością i tłumaczył energicznie jego potknięcia i owe przejście. Xiumin wtedy spojrzał na niego zahipnotyzowany i wyszeptał jedynie, że ma ogromny talent i nie powinien go marnować na kierunku produkcji muzycznych, tylko sam ją tworzyć.
Yixing był osobą przed którą mógłbyś się otworzyć w każdej chwili, a on przerwie wszelkie swoje czynności i przytuli Cię najmocniej na świecie, dodając przy tym otuchy. Do tego nader wychowany. Profesorowie zawsze się śmiali z kultury Lay’a, który kłaniał się każdemu profesorowi, niezależnie od tego ile metrów ich dzieliło. Był tym najcichszym ze wszystkich.
 Jelonek obrócił się swój wzrok w stronę Chanyeola, który ponownie tłumaczył coś zawzięcie swojemu chłopakowi. Był roztrzepany i ciężki do ogarnięcia. Chanyeol to typ osoby, która jest dosłownie wszędzie. Zazwyczaj, gdzie był Park, to śmiech roznosił się po pomieszczeniu w towarzystwie jego energicznego, gitarowego bicia. Nigdy nie robił większych problemów, wszystko próbował rozwiązać pokojowo. Każdy go lubił, a on lubił każdego. Jednak jeżeli chodziło o okazywanie jakichkolwiek uczuć, to Park był ostatni by to zrobić. Wszystko krył w sobie, każde uczucia zamykał w umyśle, nie pozwalając nikomu do niej wejść. Jedyną osobą, której pozwolono tam jedynie zajrzeć był Baekhyun. Po licznych rozmowach na ten temat z Minseokiem, pozwolił sobie na urojenie łzy. Wtedy pierwszy raz ktokolwiek zobaczył jak Park Chanyeol płakał z nadmiaru emocji. Od tamtego momentu okazywał je, lecz za pomocą gestów. Zawsze podkreślał, że niewerbalna komunikacja jest bardziej skryta i nie każdy ją rozumie, co pozwala mu na otworzenie się. Nawet jeżeli to był tylko Baek, to był niewiarygodny postęp przez lata walki, by wiecznie uśmiechnięty Chanyeol pokazał swoje prawdziwe ja.  
 A Baekhyun? Można go zdecydowanie przyporządkować do grupy ludzi, których nazywa się artystami. Kochał scenę, śpiew i wszystko co związane z występowaniem przed publicznością. Czuł się niczym ryba w wodzie, święcąc niczym najjaśniejsza gwiazda w świetle reflektorów. Stawał się innym człowiekiem, gdy słyszał pierwszą nutę muzyki potrzebnej do jego występu. Był wtedy zupełnie innym człowiekiem. Wyniosły, pewny siebie i dumny. Przyćmiewał widownię swoją perfekcją. Jednak, gdy światła zgasły powracał do swojej nader głośnej natury, przy której cisza była niemożliwym do spełniania marzeniem. Jego wygłupy sprawiały, że gdy Xiumin nie był w stanie wstać i nie widział nic pozytywnego, cień uśmiechu nachodził mu na twarz. Jednak był też romantykiem, który zrobiłby wszystko, dla jego osobistego giganta. Był dla niego Julią, gdy Chanyeol odgrywał rolę Romea. Jednak nikt nie uważał tego za tandetne, ponieważ każdy doskonale wiedział, żeby być z Parkiem potrzeba końskiego zdrowia i naprawdę ogrom miłości by z nim wytrzymać. Baekhyun miał obydwa warunki spełnione.
- Kurczak!- Yixing krzyknął, a reszta obróciła się w stronę Kyungsoo, który niósł upieczonego soczyście kurczaka. Zaraz za nim był Kai, który asekurował mniejszego, kładąc dłonie na jego smukłych biodrach.
Jedzenie kurczaka było ich corocznym zwyczajem, który nigdy tak naprawdę, odkąd Luhan pamiętał, nie był zaprzepaszczony. W każdą rocznicę śmierci robił to ktoś inny. W pierwszą rocznicę stwierdzili, że nie pozwolą Luhanowi zrobić tego samego. Pamiętał, że stał wtedy w kuchni z przyprawą w ręce i nie wiedział od czego miał zacząć, ponieważ to Xiumin zawsze gotował, a Luhan jedynie przypatrywał się mu, by w razie jego zmęczenia mu pomóc. Więc zgarnęli swojego przyjaciela w ramiona, zabierając mu torebkę z przyprawką z jego drobnej dłoni i ogłosili, że pierwszego kurczaka zrobią wspólnie. Na cześć nowej tradycji.
 - Aż tak głodny byłeś? - Zagadnął Luhan, spoglądając na swojego przyjaciela. - Czy po prostu znowu nie miałeś czasu by pójść do sklepu?
- Chodzi o to, że... w trakcie jedzenia kurczaka zaczyna się najlepsza część tego dnia. Rozmyślanie, wspominanie i wspólne granie na twoim małym balkonie – uśmiechnął się delikatnie, ukazując przy tym dołeczki.
- Ma rację. Wtedy zapomina się o wszystkim i można utonąć w przeszłości - odparł Jongdae, otwierając drzwi balkonowe, przy okazji zabierając talerz wraz z pałeczkami. – Kai?
 - Słucham, hyung? - Zagadnął na chwilę puszczając D.O ze swoich objęć by móc przyjrzeć się Chenowi.
 - Okruszki z twoich peeełnych warg zebrane? - Zarechotał, siadając na huśtawce wraz ze swoim talerzem.
- Z czego się śmiejesz? - Zagadnął Kyungsoo, stawiając tacę z kurczakiem na niewielkim stoliku, który znajdował się na środku balkonu. – Już się przyznaliśmy, że się całujemy. Nie ma co się śmiać.
 Luhan spojrzał na Jongdae, który miał uśmiech wymalowany na twarzy. Jednak każdy z nich doskonale wiedział, że była to tylko gra. Uśmiech był jedynie dodatkiem do maski, którą dzisiaj założył. Była ona już trochę zużyta oraz przenoszona. Każdy ją znał i widział w niej draśnięcia, które były spowodowane zbyt długim użytkowaniem. A żarty, które dzisiaj opowiadał? Były jedynie po to, by powstrzymać się przed płaczem i smutkiem. Każdego roku jego żarty były coraz częstsze i mniej dopracowane, a Luhanowi wydawało się, że to przez to, iż łzy coraz częściej cisnęły mu się do oczu. Zwłaszcza dzisiejszego dnia oraz gdy przychodzi do mieszkania Luhana i Xiumina. Wtedy nagle żarty wyostrzają się, a jego uśmiech staję się odrobiny szerszy. Jednak oczy są odzwierciedleniem duszy, a z nich można było wyczytać, że jego serce i dusza topiło się ewidentnie w smutku.
- A nawet jeżeli nie są zebrane to co? - Zagadnął Kai, chwytając dłoń D.O i siadając z nim na poduszkach, które zostały porozrzucane na ziemi. Wyższy oparł się o ścianę, a mniejszy Kyungsoo rozsiadł się pomiędzy jego nogami, opierając swoją głowę o ramię Jongina.
 Ich dwójkę można przedstawić jako jedną osobę, zdecydowanie. Kai jest tancerzem, który próbuję zadebiutować w jednej z popularniejszych korporacji. Od kiedy Luhan pamiętał, miał w sobie wiele determinacji i pragnął sięgnąć perfekcji. Wiele razy bywało, że leżał wyczerpany na jasnych paletach w sali tanecznej, oddychając ciężko i nierównomiernie. Nie zważając na bolącą każdą część ciała i uczucia rozrywanych mięśni z przemęczenia, próbował dalej. Pomimo wielu kontuzji, złamań i skręceń nigdy nie ominął żadnych zajęć, nie zważając na pouczające pogawędki Yixinga. Luhan pamiętał, gdy Jongin uparcie siedział przy łóżku Xiumina i co rusz pytał go czy wszystko w porządku. Minseok jak zawsze nie odpowiadał szczerze, gdy przytakiwał, iż wszystko jest dobrze. Lecz, gdy Jongin zapytał się czy mocno go boli to Minseok uśmiechnął delikatnie twierdząc, że Kai również często odczuwa ten ból. Tancerz zmrużył oczy nie wiedząc o co chodzi oraz jak miał interpretować odpowiedź hyunga. Xiumin widząc zmieszanie swojego przyjaciela odpowiedział, żeby przypomniał sobie ból jaki odczuwa, gdy nie może zatańczyć. Jak cały wszechświat jest przeciwko niemu, gdy pragnie dać upust emocjom i musi je trzymać w sobie, ponieważ tylko swobodne, lecz wyraziste tańczenie do melodii, która płynie z głośników, jest w stanie uwolnić wszelkie myśli i rozterki. Wtedy wszyscy zdali sobie sprawę, że pomimo braku głębszej więzi pomiędzy Xiuminem i Jonginem, to on rozumiał go najlepiej w momencie bólu i bezsilności.
 A Kyungsoo? Był aniołem. Po prostu. Pomimo wielu różnic, które dzieliły go z Jonginem, byli dosłownie jedną duszą w dwóch ciałach. Zawsze dogadywali się ze sobą najlepiej, więc gdy dochodziło do spotkania tej dwójki, nie widzieli świata poza sobą. Mieli wspólny język, którego nikt inny nie rozumiał i to było coś wyjątkowego. Jeżeli mieli ze sobą jakiś konflikt, od razu mówili co im się nie podoba, nie owijali w bawełnę. Kyungsoo pomimo tego, że był sporo mniejszy od reszty towarzystwa to był tym co kontrolował wszystko i opiekował się każdym z osobna. Gdy Xiumina choroba znowu zaczęła mu dokuczać, to Do zrezygnował zupełnie z wykładów i dodatkowych lekcji śpiewu. Opuścił semestr, by zamieszkać wraz z nim i Luhanem, by móc zająć się swoim przyjacielem, który był w potrzebie. Przez parę miesięcy wytworzyła się niesamowita więź pomiędzy nim, a Minseokiem. Sprawiła ona, że po jego śmierci przez pół roku przynosił do mieszkania rosół z kluskami, ponieważ zawsze poprawiał Xiuminowi humor.
- A dla mnie gdzie miejsce? - zaśmiał się Luhan, który przez swoje zamyślenie zupełnie zapomniał o zajęciu dla siebie miejsca, ponieważ nie miał zamiaru stać. Zważając na dość mały balkon i wzrost Chanyeola było to niesamowicie realne.
 - Chodź tutaj! - Yixing uśmiechnął się do niego, klepiąc delikatnie swoje uda dając znać, że tu powinien usiąść. Luhan odwzajemnił uśmiech i usiadł na kolanach swojego przyjaciela, który otulił go swoim ramieniem. – A teraz podaj mi kurczaka, bo zaczynam głodnieć – zaśmiał się głośno.
 - Dzięki za zrobienie pierwszego kroku! Nie chciałem być pierwszy – odparł Yeol, który zaraz po zabraniu udka z kurczaka przez Luhana, również sięgnął po część skrzydełka i nałożył na swój talerz. - Jaki soczysty!
- Pewnie przez ślinienie się Kaia jak patrzał na Kyungsoo w fartuszku. – mruknął Jongdae.
- Weź... - wywrócił oczami Lay. – Nagle ten kurczak stracił smak – westchnął, biorąc malutki kawałek do buzi.
- Lubię tę tradycję - odparł Luhan. Tak naprawdę pierwszy raz dzisiaj mimowolnie się odezwał. Wszyscy spojrzeli na niego lekko zdziwieni, lecz dalej kontynuowali jedzenie lub wredne komentarze, jak na przykład w przypadku Jongdae, który nigdy nie zjadł kurczaka w rocznicę śmierci Xiumina. – Dla niektórych to może być jedynie zwykły kurczak, ale dla mnie to naprawdę coś znaczącego. Gdy pieczemy go co roku to utwierdza mnie w przekonaniu, że niezależnie od tego ile lat minęło, to wciąż mnie wspieracie. Jakby ten kurczak był takim fund…
 Nagle jego monolog został przerwany przez głośny śmiech reszty przyjaciół. Zmrużył delikatnie oczy, nie wiedząc z czego reszta się śmieje. Jednak, gdy przypomniał sobie, iż obsadził kurczaka jako rolę fundamentalną ich relacji, to sam delikatnie uśmiechnął się pod nosem.
 - Wiecie co jest moim ulubionym wspomnieniem? Zagadnął Baekhyun z delikatnym uśmiechem. – Pierwszy dzień szkoły Xiumina.
- A co się wtedy stało? - Zagadnął Kyungsoo. – Nie mogłem uczestniczyć, bo tej fajtłapa skręcił biodro! - Dźgnął tancerza delikatnie w żebro, lecz ten w odpowiedzi złożył mu słodki pocałunek na jego pełnych, malinowych ustach.
- Jeszcze nie byliśmy ze sobą, prawda? - Zagadnął Chanyeol, przyglądając się swojemu chłopakowi.
 - Nie, nie. Pamiętasz I got a boy SNSD? – Pokręcił głową Baek.
- Jak wpadliście do profesora Wu na wykład z tym głośnikiem? - Zaśmiał się Jongdae. - Do dzisiaj żałuję, że w tym nie uczestniczyłem. Byliście pięknymi dziewczynami. W końcu eyeliner ci pasował, Baek!
 - Wtedy to nawet przeszedł sam siebie – odparł Luhan.
 - Zostaliśmy oczywiście wykopani z Sali i akurat natrafiliśmy na Xiumina, który jedynie zaśmiał się i stwierdził, że pójdzie z nami robić kolejne dowcipy, bo czekając w sekretariacie na plan zajęć umrze z nudów - Uśmiechnął się Baek. - Sam się wtedy zdziwiłem, że był taki bezpośredni i otwarty. Serio, kto by zareagował odpowiednio na giganta i skrzata, którzy przebrali się za dziewczyny? - Zagadnął.
- To dlatego każdy z profesorów mówił, że nie spodziewał się takiej rogatej duszy po spokojnym Minseoku? – Zagadnął Kyungsoo.
 I tak zazwyczaj spędzali kolejne 365 dni bez ich wspólnego przyjaciela. Zazwyczaj wspominali te radosne chwile w którym każde z nich uśmiechało się szeroko i aż pragnęło się o tych wydarzeniach wspomnieć. Wiedzieli, że nie powinni wspominać tych złych chwil ze względu na Jongdae, który dzisiejszego dnia był wyjątkowo żartobliwy i wredny. Luhan uwielbiał, gdy siedzieli w świetle księżyca, któremu dzielnie towarzyszyły jasno świecące gwiazdy, które delikatnie mieniły się na tle atramentowego, seulskiego nieba. Każde z nich pomimo szczęścia i beztroski dzisiejszego dnia w swoim sercu miał gorycz i smutek, który był ukryty gdzieś głębiej. Ciężko można było go odszukać, lecz w chwilach ciszy w której można było jedynie w oddali usłyszeć ruch ulicznych i miejscowych kupców, którzy promowali zawzięcie swoje produkty, w zamyślonych twarzach każdego można było zauważyć pytanie, którego nikt nie potrafił powiedzieć głośno.
 Dlaczego odszedł tak wcześnie?
- Taniec Xiumina był genialny! Tak samo jak mój zresztą! - Obruszył się Jongdae, który leżał już przykryty pod oliwkowym kocem, delikatnie pociągając nosem na wzgląd na zimno, które doskwierało dzisiejszej nocy. – Jongin, wymiękasz przy nas.
- Tak też o tym pomyślałem, gdy nie mogłem nauczyć was podstawowego przejścia – zaśmiał się. - Po prostu byliście poziom wyżej niż ja, a trudno przerosnąć mistrza tańca jakim byli Xiumin i Jongdae w jednym.
- Północ.- mruknął Yixing, który siedział wtulony w Luhana, głaszcząc go delikatnie po głowie. – Kolejne 365 dni za nami, a ja czuję, że nadal stoję w miejscu i nie potrafię się ruszyć. Co rok czuję się tak samo jak w dzień jeg…
- Mieliśmy wspominać o pozytywnych rzeczach, a nie o twojej depresji w dniu jego śmierci – mruknął Chen. – Powinniśmy mówić o tych szczęśliwych chwilach…
- A aktualne uczucia? - zagadnął Baekhyun. - Czy musimy topić się w wspomnieniach, ignorując przy tym teraźniejszość? – Wtulił się mocniej w pierś Chanyeola, okrywając się jego nader dużą bluzą.
- Myślę, że każdy z nas czuję, jakby część jego duszy została mu odebrana przez Xiumina i niezależnie więzi, która ich łączyła, każdy przeżywa to równie mocno, lecz w odmienne sposób. - Westchnął Luhan, spoglądając na swoich przyjaciół. - Nie ma chyba co się spierać jak będziemy go wspominać, prawda? – Spojrzał na Chena.
- Muszę uciekać – odparł Baek, leniwie uwalniając się z objęć swojego chłopaka. - Ja mam na szóstą rano próbę, a Yeollie ma rano zajęcia z dzieciakami. Przepr..
- Nie masz za co przepraszać! - skarcił go chłopak. - I tak jestem wdzięczny, że spędziliście ze mną ten dzień.
- My również uciekamy. Praca wzywa. - mruknął Kai, podnosząc się ciężko z poduszek i ciągnąc za sobą w pół przytomnego Kyungsoo. – Podwieźć was? - Zagadnął w stronę Yixinga oraz Jongdae, którzy mieszkali po drodze do mieszkania Jongina. Ci jedynie kiwnęli głową na potwierdzenie i również wstali mozolnie ze swoich miejsc, udając się w stronę wyjścia.
 Luhan jedynie uśmiechnął się delikatnie, odprowadzając ich do drzwi. Przytulił każdego z nich osobna, po raz kolejny dziękując za przybycie dzisiejszego dnia i spędzenia go wspólnie. Gdy drzwi się zatrzasnęły, brunet jedynie głośno westchnął. Nie lubił momentów w których po wspólnym spędzonym dniu, w przerwie od wszelkich dorosłych problemów, pracy oraz zmartwień, nagle wszystko wracało do normy, a on ponownie był sam w mieszkaniu, które dla niego samego było zbyt ogromne. Czuł się w nim jeszcze drobniejszy niż w naturze był. Brakowało 
~~*`innej duszy, która wypełniłaby pustkę.
 Każdy wracał do swoich obowiązków, a jego ponownie zaczęła dobijać myśl o upływie lat i zmianach, które wprowadzili. Pomimo tego, że każde z nich było takie same od lat studiów to zmieniali się. Stawali się bardziej dojrzali, doroślejsi. Ich systemy wartości zmieniały się wraz z marzeniami i aspektami na nowe, lepsze życie. A Luhan stał w miejscu.
 Obrócił się na pięcie i ponownie skierował się w stronę niewielkiego balkonu. Usiadł na huśtawce, po czym okrył się kocem, który poprzednio używany przez jego przyjaciela. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem, gdy poczuł delikatną woń perfum Jongdae.
 Ostatnim do przedstawienia był Luhan.
 Zawsze był poukładany i spokojny. Ukrywał często swoje uczucia, by nie zmuszać innych o dbanie i przejmowanie się jego osobą. Stawiał dobro innych ponad swoje, co później wiele razy odgrywało się na nim, poprzez braku snu przez wiele dób oraz zawalenie semestru by móc być przy Xiuminie. Ich również można było połączyć w jedność, ponieważ to była jedna dusza, która przypadkowo została rozdzielona. Luhan uśmiechnął się pod nosem przypominając sobie przypadkowe pierwsze spojrzenie, które wymienił z Minseokiem. Już wtedy spoglądał na niego troskliwym wzrokiem. Zaśmiał się przypominając sobie jego bieg za Chanyeolem i Baekhyunem, by razem z nimi dokonać kolejnego epickiego numeru. Kto by się spodziewał, że jedno niby banalne spytanie o drogę poniesie za sobą tak wiele wspomnień, który naszpikowane były goryczą i szczęściem?
 Podniósł się z huśtawki, ponownie wracając do salonu. Rozejrzał się, lecz wzruszył ramionami, udając się do swojej sypialni. Sięgnął po skórzany, czarny kalendarz, który stał na jednej z komodzie wokół innych kalendarzy, które Luhan kolekcjonował. Zdmuchnął z niego osadzający się kurz i ponownie mozolnym krokiem wrócił na balkon. Siadając po raz kolejny na huśtawkę, przykrył się szczelnie kocem. Kalendarz uniósł, by mógł go zacząć czytać. Spojrzał na swoją uniesioną dłoń, która wraz z kalendarzem, znajdowała się na poziomie jego sarnich oczu. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem, zauważając pierścionek na jego palcu serdecznym. Zdjął go delikatnie i obracał w swoich palcach, zauważając grawer, który zawsze sprawiał iż delikatnie się uśmiechał.
 Na zawsze razem, bo nawet śmierć nas nie rozłączy.

~*~
Po wielu mękach i walkach założyłam bloga i wstawiłam Xiuhana. Chciałabym podziękować mojemu kociakowi za zbetowanie tego oraz kilku osobom, które po przeczytaniu najmniejszego fragmentu nie miały dość i ciągnęły mnie w wir pisania. Te osoby wiedzą, że o nie chodzi. 
Mam nadzieję, że szybko nie zrezygnujecie z tego i ktoś to przeczyta i nawet skomentuje.